Jutro biorę udział w światowej akcji na rzecz Matki Natury – Earth Hour. Szumnie brzmi, co nie?
Krótko mówiąc, chodzi o to, by 29 marca o godzinie 20:00 czasu lokalnego na 60 minut zgasić światło. Jasne, po co? Na pewno wyłączenie 5-6 żarówek energooszczędnych w jednym mieszkaniu świata nie zmieni. Ale gdy to samo uczyni kilkanaście milionów innych mieszkańców Ziemi, efekt jakiś będzie. Może wciąż mało znaczący względem skali popularnego problemu ‘global warming’, ale jednak widoczny.

Dlaczego by się nie przyłączyć? Nikomu krzywda się nie stanie, jeśli przez godzinkę będzie oglądał tv czy grał w Quake’a przy zgaszonym świetle, prawda?

I aint fuckin Turning off my lights for 1 hour

But why not? You have nothing to loose and everything to gain. You could help make a difference. We need to take small steps of change

Szczerze mówiąc nigdy nie byłem jakimś wielkim zwolennikiem WWF. Nie wyłączam sprzętu audio, tv, komputera z gniazdka, bo jest to niewygodne. Ładowarkę od telefonu mam wpiętą cały czas, bo nie chce mi się za każdym razem nurkować pod biurko. No… Ale światło na godzinkę mogę zgasić.