Absolutnie nie jest to żadna nowość. Ale jeśli niektórzy moi znajomi lub przypadkowi goście są upośledzeni technologicznie w stopniu zbliżonym do mojego, to mogą jeszcze o takich bajerach nie wiedzieć. Mowa o iGoogle, czyli takim Google ale bardziej na topie, takim “i”. Ostatnio wszystko “i” jest fajniejsze – iPhone, iThink, iDon’t, iSru, niedługo w McDonald’s będą sprzedawać iMaki.

“Dosyć żartów” – zahuczał groźnie narrator. iGoogle pozwala na dostosowanie gógla do indywidualnych potrzeb i wymagań. Zamiast np. używać osobnej aplikacji lub serwisu odbierającego nagłówki rss albo bawić się z zakładkami w Firefox, można sobie elegancko ułożyć i pogrupować tematycznie (bądź w jakikolwiek inny sposób) interesujące nas newsy na stronie głównej – a dla wielu taką stroną jest właśnie Google. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby obok rss’ów z najświeższymi wiadomościami ekonomicznymi umieścić kursy walut, kalendarz, najnowsze wiadomości z Gmail czy prognozę pogody dla wybranego miasta, a wszystko to w kolorowej oprawie – dzięki opcji wyboru motywu graficznego (no dobra, to ostatnie powinienem wspomnieć w następnym akapicie).

Oprócz elementów przydatnych i użytecznych znajdzie się też masa głupich, mniej niezbędnych gadżetów – proste gierki, nie wiadomo czemu służące “oczy”, cytaty z basha albo zegarek (litości, przecież każdy go ma w którymś rogu ekranu, bez względu na system). Mówiąc krótko, dla każdego coś głupiego. Tfu, miłego.

A klikając w ten Add to Google przycisk możesz szybko dodać swojego ulubionego bloga do “spersonalizowanej strony Google”. ;-)