PokutaMógłbym się rozpisywać na kilka stron, używając na zmianę “wzruszający”, “głęboki”, “poruszający”, “piękny”, ale nikomu nie będzie się chciało tego czytać. Wszystkie te, jak i wiele innych zbliżonych określeń, pasują do “Pokuty” – nowego filmu reżysera “Dumy i uprzedzenia”.

Ogląda się bardzo dobrze, łezkę uronić można tu i ówdzie. Fabuły streszczać nie będę, bo nigdy mi to nie wychodzi. Kilka scen naprawdę przygniata i mocno zapada w pamięć. Świetne zdjęcia (scena, o której już wiele się mówi – tysiące żołnierzy na plaży ze zniszczonym miastem w tle, niesamowite barwy, a całość jakby w jednym ujęciu), ciekawie poprowadzona narracja (te same sytuacje pokazane z perspektywy poszczególnych bohaterów), ładna muzyka (w niektórych utworach wkomponowany odgłos maszyny do pisania, co daje interesujący efekt) i kapitalni aktorzy. Nie tylko pierwszoplanowi, notabene tutaj znakomici McAvoy (”Ostatni Król Szkocji”, gdzie nawet na tle Whitakera wypadł bardzo dobrze) i Knightley (no patrzcie, ona potrafi grać kogoś innego niż Pannę Swann), ale także pozostali, z młodą Saiorse Ronan w roli 13-letniej Briony na czele – trudno się przyczepić do którejkolwiek postaci.

Starczy tego przynudzania. Nadmienię jeszcze, iż film otrzymał Złoty Glob dla najlepszego dramatu. Jest również nominowany do Oscara w bodaj siedmiu kategoriach. I, co może istotne, to nie produkcja amerykańska. Polecam, oczywiście.