Film “Lejdis” pojawił się na ekranach kin pod koniec minionego tygodnia, reklamowany jako “żeńska odpowiedź na Testosteron”.

“Testosteron” był pewnym novum, nietypowy, oryginalny i – przede wszystkim – cholernie zabawny. Świetny humor, genialne dialogi, topowi aktorzy. A dlaczego nieco bardziej bawił facetów i z jakiego powodu niektórzy uznali ten film za seksistowski – nie mam pojęcia. I na co tu odpowiadać – też nie wiem.
W każdym razie, po pierwszych zwiastunach “Lejdis” spodziewałem się czegoś pokroju “komedii hormonalnej” właśnie. I co? I nic. To jest, proszę państwa, zupełnie nie to. ;)
Co prawda film ocieka seksem, niezgorszych, pikantnych dowcipów niemało, a i obsada co najmniej tak samo dobra jak w poprzednim filmie powstałym pod okiem tego samego reżysera i scenarzysty. Aaale to tylko ponadprzeciętna komedia obyczajowa, wcale nie taka “amoralna”, z wątkami romantycznymi, piękny film o prawdziwej przyjaźni z masą dodatków i uroczym happy-endem. Niemniej jednak ciekawy, fajnie zrobiony i z pewnością wart obejrzenia. A ubawią się zarówno panie jak i panowie, acz pewnie “w różnych momentach”, jak twierdzi reżyser.
W wypełnionej do ostatniego miejsca sali kinowej przeważała znacząco płeć piękna. Co z tego? Ano to, że na film można wybrać się z kumplami, ewentualnie w pojedynkę, i liczyć na dobre miejsce. Byle szybko, póki widownia spora. ;]
Komentarze do "Lejdis – komedia (amoralna?)"
Testosteron pierwotnie był sztuką. Jako sztuka był wystawiany ponad dwa lata i ciągle ulegał drobnym dopracowaniom, czego efekt końcowy można było zobaczyć w kinie. Lejdis tych samych autorów było pisane na zamówienie, po sukcesie pierwszego filmu. Nie miało dwóch lat na dopracowanie. Efekt widać.
Aaa nie wiedziałem. To wiele wyjaśnia. Sądziłem, że Testosteron to wyłącznie zasługa filmowców. Nie odrobiłem pracy domowej. ;)
Dodaj coś od siebie!