Zjawiskiem dość powszechnym, wbrew ogólnie panującej opinii nie tylko w naszym kraju, jest wykorzystywanie nielegalnego oprogramowania – w domu, pracy, do nauki, zabawy. Dotyczy to praktycznie wszystkiego, co można uruchomić na komputerze. Dlaczego tak? Przecież wcale nie jesteśmy nieuczciwi.
Przyczyny takiego stanu rzeczy upatruje się zazwyczaj w zaporowych cenach (niewiedza to przypadki marginalne, choć zdarzają się). Pierwszy z brzegu, bardzo popularny przykład to system operacyjny firmy Microsoft, czyli znany i lubiany Windows. Bardziej rozbudowane wersje w wydaniu “pudełkowym” kosztują tyle co średniej klasy komputer. Niektórzy decydują się na wersję OEM, za kilkaset złotych otrzymując produkt na stałe powiązany z konkretnym zestawem komputerowym, bez wsparcia technicznego ze strony producenta. To drugie może nie jest szczególnie istotne, natomiast brak możliwości ponownego zainstalowania i aktywacji systemu na nowym, a nawet tylko po części zmodernizowanym sprzęcie to poważna niedogodność. Tak więc dla wielu wybór jest oczywisty – “Windowsa” można przecież wziąć od kolegi czy ściągnąć z Internetu za darmo. Nie zawsze jednak bezpośrednim powodem podobnego postępowania są wysokie koszty. Istnieje spora grupa osób, które wręcz szczycą się tym, jak wiele nielegalnego oprogramowania nagromadziły. Nie ważne, czy program kosztuje 1000, 100 albo 10 złotych. Jestem 1337 ziomek i crackuję soft, ot co.
Producenci starają się zwalczać ten niecny proceder na wiele sposobów. Jak dotąd mało skutecznie, Internet niestety zrobił się już nieco za duży i nazbyt dostępny. Od pewnego czasu niektórzy z nich próbują innych strategii niż “wytropić i posłać armię prawników”. “Licencja edukacyjna” – brzmi znajomo? W różnych wariantach, pod tym szyldem rozprowadza się oprogramowanie dla uczniów, studentów i nauczycieli. W praktyce dotyczy raczej dwóch ostatnich grup, bo mało który dzieciak wyda tyle pieniędzy. A właśnie, bo “dla studenta” nie znaczy za darmo. Nie zawsze. Na przykład Microsoft, w porozumieniu z pewną grupą uczelni wyższych, udostępnia ich studentom i pracownikom wiele programów, aplikacji, środowisk programistycznych i chyba wszystkie wersje ichniejszych systemów operacyjnych. Ale już pakiet Office wymaga wydania około 300zł. Dobre i to, prawda? Dzięki temu stajemy się “legalni”, mamy czyste sumienie (ponoć niektórzy posiadają coś takiego), święty spokój i darmowe aktualizacje. Z kolei Microsoft nie traci aż tak wiele. Ba, może nawet zyskuje, bo jeśli już ktoś decyduje się na legalne oprogramowanie, to w przyszłości raczej się tego trzyma… i płaci więcej.
Ostatnio również Adobe zreflektował się i postanowił coś zdziałać. Programy tej firmy są ściągane przez tysiące internautów. Flagowy Photoshop sam w sobie stał się świetną marką i wyrobił doskonałą opinię, nawet wśród osób, które bladego pojęcia o nim nie mają. W pewnym sensie to jego przekleństwo, bo oprócz zawodowych grafików, artystów i bogatych hobbystów, Photoshopa chce używać każdy dzieciak, choćby do rysowania kółeczek “fajnym pędzelkiem”. Adobe na tym nie zyskuje – więc traci (przecież “nie mieć 10zł a mieć 10zł – to już 20zł” ;)). Poza tym dochodzi znów aspekt utrzymania klienta – sprzedamy dziś tanio, za kilka lat kupi kilka razy drożej. Nie wiem oczywiście, co stoi za takimi inicjatywami, mogę tylko snuć domysły i “lać wodę”…
Ale do rzeczy. Adobe niedawno rozpoczął program o nazwie Adobe dla studenta, w ramach którego sprzedaje swoje produkty po wyjątkowo korzystnych cenach. Program jest skierowany głównie – jak zapewne łatwo się domyśleć – do studentów, ale licencję mogą zakupić także uczniowie szkół średnich prowadzących zajęcia w trybie dziennym.
Pisząc o korzystnych cenach, nie mam na myśli zysku rzędu kilkudziesięciu złotych. W ofercie znajdują się Photoshop CS3 PL Extended i Acrobat 8.0 PL Professional – oba w cenie około 180zł. Dla porównania, PS CS3 Extended “normalnie” kosztuje ponad 4 tys. złotych, zaś Acrobat około 2,5 tys. Jednak to nie wszystko. Oprócz wymienionych, dostępnych oddzielnie programów studenci mogą nabyć pakiety Adobe CS3 PL Design Premium (ponad 8 tys. zł) oraz Adobe CS3 PL Web Premium (6-7 tys.) w cenie około 330zł każdy. Wszystkie dostępne w wersjach dla PC (z systemem Windows, rzecz jasna…) oraz Mac. Pakiety różnią się trzema aplikacjami. W skład “Design” wchodzi program Adobe InDesign, a “Web” zawiera Adobe Contribute i Adobe Fireworks. Oprócz tego w każdym z nich znajduje się: Photoshop CS3 Extended, Acrobat 8 Professional, Illustrator CS3, Flash CS3 Professional, Dreamweaver CS3, Stock Photos, Version Cue CS3, Acrobat Connect, Device Central CS3 oraz Bridge CS3. Czyż to nie wspaniałe?
Owszem, choć jest drobne “ale”. Po pierwsze, “program studencki w obecnym kształcie zostanie zakończony wraz ze sprzedaniem wszystkich licencji znajdujących się obecnie w kanale dystrybucyjnym”, więc trzeba się spieszyć.
Po drugie – dla większości chyba oczywiste – warunek niekomercyjnego wykorzystywania oprogramowania.
Mimo tych drobnych niedogodności szkoda byłoby nie skorzystać z takiej oferty. Nawet jeśli mielibyśmy używać rzeczonych aplikacji tylko do tworzenia prac na digart’a, własnej strony, czy nawet rysowania kółeczek “fajnym pędzelkiem”. Bo tym razem to wyjątkowo fajny pędzelek za śmieszne pieniądze.
Komentarze do "Legalnie i tanio – Adobe dla studentów"
A przyszłość i tak należy do oprogramowania typu GPL :P Kółeczka “fajnym pędzelkiem” maluję w GIMP-ie :) Mi wystarcza.
GPL już jakiś czas istnieje, a “zamknięte” oprogramowanie ma się dobrze i wciąż go przybywa. GIMPa nie znoszę, PS jest lepszy, ale dyskusji na temat wyższości jednego nad drugim nie warto zaczynać. ;->
Czytałem swego czasu artykuł porównujące oba programy. Konkluzją było stwierdzenie, iż… nie należy ww. porównywać, bo mają inne zastosowania i grupy docelowe. Jak to naprawdę wygląda – nie wiem, pstro mnie to obchodzi. ;)
GPL tak na prawdę dopiero raczkuje i przebija się do świadomości, choć jeszcze można spotkać kwiatki typu:
“-może zamiast męczyć się z Windą zainstaluj linuxa – ja jestem zadowolony”
“-nie, wolę legalne oprogramowanie”
Nie twierdzę, że “zamknięte” nie ma racji bytu, bo ma i będzie miało. Ale już teraz do codziennego użytku z powodzeniem wystarcza “wolne oprogramowanie”.
Jak podkreśliłem, MI np. gimp w zupełności wystarcza. Do tego co robię nie potrzebuję PS. Jeśli chodzi o wygodę to mi zawsze najlepiej współpracowało się z Corelem PhotoPaint.
Tak, ale “wystarcza” a “daje więcej niż bym chciał”… O suchym chlebie też można przeżyć. ;) Zostaje jeszcze kwestia wygody użytkowania i przyzwyczajeń (może w odwrotnej kolejności, bo to pierwsze jest chyba zależne od drugiego). GPL się przebija, ale póki co wiele “otwartych” programów nie jest w stanie przekonać użytkowników komercyjnych odpowiedników. Takiego Linuksa próbowałem “oswoić” kilka razy. Kiedy się już udało, to po krótkim czasie użytkowania go jako “pierwszy OS” uznałem, że nie otrzymuję nic czego nie miałbym pod Windowsem, brakuje mi za to programów, które lubię, a jeszcze muszę się użerać z instalacją i konfiguracją. Podobnie z innym software’m, dla którego istnieją “wolne” alternatywy.
Do tego co ja robię, też nie potrzebuję PS. Bo przede wszystkim używam go do zabawy, a bawić się przecież nie trzeba. ;) Ale lubię, więc wybieram to, co sprawia więcej radochy, jest wygodniejsze w obsłudze dla laika, bardziej intuicyjne. Pewnie dochodzi jeszcze jakaś tam cząstka snobizmu czy innej głupoty, ale do tego się przecież nie przyznam. ;-)
No nie przesadzajmy z tym chlebem… nie mówimy o windowsowym Paint’cie przecież. A jeśli Gimp jest mniej wygodny to za cenę PS mi bardziej opłaca się do tego przyzwyczaić :)
Ja na linuksa też długo przechodziłem (zaczęło się od rozwalenia dysku przez Mandrake). Teraz mam Debiana, a tam wszystko czego potrzebuję i praktycznie to samo co mam pod Win – a skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Do tego linuks daje niesamowitą dowolność konfiguracji i wolność od licencyjnych ograniczeń ergo więcej tej radochy. Ale jedna rzecz to OS, bo Linuks to zupełnie inna filozofia działania systemu niż Win stąd migracja na ten system bywa problemem. A co innego z samymi wolnymi programami, te które można uruchomić też pod Windą. Coraz częściej dają zbliżone lub nawet większe możliwości niż komercyjne alternatywy ;) A że nie są w stanie przekonać niektórych użytkowników – kwestia mentalności :P
Oczywiście pozycja takich narzędzi jak PS, MS Office czy CAD nie jest zagrożona. Ale dla użytku domowego nie są to rzeczy niezbędne.
Dodaj coś od siebie!