Z takimi żartami lepiej uważać. Co prawda nie mamy już władzy, która bezwzględnie ściga wszelakich zwyrodnialców ośmielających się obrazić jednego z braci Kaczyń… ekhm, ośmielających się obrazić byłego premiera albo obecnego prezydenta, ale pewne ekscesy powinny być potępiane.

Lech KaczyńskiByć może pamiętacie przypadek z mailowym żartem o kaczce. Albo Kaczce. Autora przestało to bawić, kiedy zabrała się za niego Najjaśniejsza IV RP, ale z absurdalnej afery ubaw miał cały naród. A jeśli nie cały, to przynajmniej wszystkie parszywe wykształciuchy, szare sieci i Wszechobecne Układy Rządzące Tym Krajem Od Osiemnastu Lat. Nie sięgam pamięcią tak daleko, ale niektórym cała sytuacja przywodziła na myśl wspomnienia Polski Ludowej, światłej i zawsze w słusznej sprawie działającej cenzury.

Jeszcze nie tak dawno, kiedy oba najważniejsze urzędy w państwie sprawowali bra… Jarosław Kaczyński i Kaczyński Lech, jakiekolwiek kpiny, żarty, dowcipy o władzy były prawdziwą zbrodnią przeciw Narodowi Polskiemu. Starczy wspomnieć niemieckie kartofle… Już nie wiem, czy strona polska pozwała do sądu tamtych zbrodniarzy, ale mniejsza o to. Gdyby nie ogromne oburzenie wywoływane zgryźliwym artykułem w zagranicznym brukowcu, prawdopodobnie wiele osób w ogóle nie usłyszałoby o całej sprawie. Trudno zresztą nazywać sztucznie wyolbrzymiane zamieszanie “sprawą” – brzmi nazbyt szumnie. Polscy reprezentanci ludu zdają się być wyjątkowo wyczuleni na wszelkie negatywne opinie ich dotyczące.

Chyba jasnym jest, w nawiązaniu do jakiej sytuacji tutaj piszę. Kilka dni temu poseł Platformy Obywatelskiej, Janusz Palikot opublikował na swoim blogu wpis, w którym pyta, czy głowa państwa ma problemy z alkoholem.

Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?
Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się prezydenturze Kaczyńskiego.

Niech nikt nie pomyśli, że staram się usprawiedliwić czy bronić posła Palikota. Przeciwnie, moim zdaniem ekscentryczny jegomość, mający już za sobą kilka durnych popisów, tym razem przesadził. Żyjemy co prawda w “demokratycznym państwie” (slogan raczej zużyty), gdzie wszyscy lubią się nabijać z polityków (zwłaszcza takich dwóch, co ukr…), ale wolność wypowiedzi w odniesieniu do osób publicznych podlega pewnym ograniczeniom.

Kancelaria Prezydenta zapowiedziała walkę w sądzie. Strategia obrony posła Platformy ma bazować na stwierdzeniu, iż “pan Palikot jedynie zadawał pytania”. Przecież w zadawaniu pytań nie ma nic złego, prawda? “Jedynie pytając”, czy to prawda, że pan X zgwałcił psa sąsiada, najlepiej jeszcze publicznie, nikogo nie obrażę. Zgadza się? (Proszę nie doszukiwać się analogii między prezydentem a psem sąsiada!) No niezupełnie…

Można się sprzeczać, można bronić, sugerować, że Kaczyńskiemu dobrze by zrobiła odrobina (bądź lekki nadmiar) alkoholu, ale patrząc obiektywnie trzeba przyznać rację urzędnikom el presidente. Zastanawia mnie jednak, czy człowiekowi stojącemu na czele państwa, uważającemu się za osobę niezwykle kulturalną, obytą, dobrze wychowaną i wykształconą, wypada Palikota publicznie nazwać “klaunem”?