Od jakiegoś czasu w ramach swojej prywatnej strony internetowej, zwanej potocznie i błędnie “domową”, prowadzę twór podpadający w ograniczonym stopniu pod definicję “bloga“.

blog «dziennik prowadzony przez internautę na stronach WWW»

Ograniczonym, ponieważ – idąc po sznurku za definicją dziennika – na upartego znajdzie się tam kilka “notatek o charakterze osobistym”, na przykład wzmianka o wymianie okien albo głębokie przemyślenia dotyczące chłodnej jesieni i związanym z tym niedostatkiem krótkich spódniczek.

Przypuszczam, iż mało kogo przyciągają takie “artykuły”. W związku z tym zdecydowałem się utworzyć odrębną stronę, na której będę zamieszczał teksty potencjalnie interesujące dla osób mi nieznanych oraz mnie nie znających, oszczędzając tym samym informacji o kolorze ścian w pokoju czy rodzaju pieczywa, jakie jadłem na śniadanie.

Zazwyczaj za tego typu inicjatywą kryje się motywacja. Moją jest przede wszystkim chęć zysku. Kiedy zdobędę rzesze wiernych czytelników, zacznę sprzedawać przestrzeń reklamową, dzięki czemu zarobię krocie. Wówczas zatrudnię ludzi, którzy będą pisać poważniejsze artykuły za małe pieniądze. Później sprzedam 25% udziałów i zostanę drugim najbogatszym studentem w Polsce. Genialne, prawda?

Wszyscy moi czytelnicy – wszyscy trzej – uznali, iż mam lekkie pióro i powinienem więcej pisać. Wciąż zastanawiam się o co właściwie chodziło, gdyż ostatnie moje pióro zepsułem jeszcze w podstawówce i już dawno je wyrzuciłem. Ale resztę wziąłem sobie do serca i postanowiłem publikować częściej, a także bardziej regularnie. Dzięki temu Google lepiej zaindeksuje moją stronę.

I jeszcze, tak między mną a Tobą, Drogi Czytelniku, przypadkiem udało mi się kupić domenę za dychę. Wypadało więc coś pod nią umieścić.

Pozdrawiam i zapraszam do dalszej lektury.

——————

Tak właśnie wyglądał początek mojej wielkiej kariery dziennikarskiej. Rozmyśliłem się jednak po dwóch godzinach. Dostałem mnóstwo maili od czytelników – wszystkich trzech – wyrażających szczere ubolewanie. Każdego interesuje moje śniadanie, kolor ścian i kwiatek na parapecie. ;-)

Zrezygnowałem zatem z podboju świata, ograniczyłem się jedynie do podmiany adresów. Od teraz wszystkie /naytec.org/idont/ będą przekierowywane tutaj. Przynajmniej przez rok, dopóki nie trzeba będzie płacić za przedłużenie domeny…