Ludzie marudzą, że nie będzie podatku liniowego, że nie będzie tego, tamtego, że PO nie spełni podstawowych założeń programowych, dzięki którym zyskała takie poparcie, i że w ogóle jest fatalnie, a przecież miało być tak pięknie. Ale chwileczkę…

Platforma już jakiś czas temu po cichu wycofywała się z pomysłu wprowadzenia podatku liniowego, ostatnimi czasy przez polityków PO zwanego “płaskim”. Niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że “3×15″, albo 3x cokolwiek, wcale nie było “sztandarowym hasłem” na wybory 2007. Wręcz przeciwnie!

Podczas minionej kampanii obiecywano nam “cud gospodarczy” i “drugą Irlandię”. Jak się okazało podczas debaty wyborczej, przewodniczący Tusk niewiele wiedział o podatkach w tym kraju mlekiem i miodem płynącym. Ale nie szkodzi, od tego ma doradców. W każdym razie, założenia dobre, choć wcale nie takie liniowe, jak się niektórym wydaje. Bo w cudownej Irlandii obowiązują dwie stawki – 20 i 41 procent. “O rety! Przecież to więcej niż u nas!” Więc o co chodzi?
Kwota wolna od podatku, w przeliczeniu, jest tam ponad sześciokrotnie wyższa niż w Polsce (3 tys. zł). 41% to podatek od nadwyżki powyżej kwoty 34 tys. euro; u nas 40% “wskakuje” od 85 tys. zł, a wcześniej 30% – już od 43 tys. Do tego dochodzą “drobiazgi”, typu ulga na dziecko – prawie 600 euro na pierwszą dwójkę i 800 na kolejne (u nas – 1200 zł). Inna bajka, że dobrobyt i pędząca gospodarka nie zależą jedynie od podatków…

Ale wracając do “liniowego”… Załóżmy, że Platforma rzeczywiście chciałaby takowy wprowadzić. Po co już na wstępie mieszać w koalicji więcej, niż faktycznie trzeba, skoro nawet przy pełnym poparciu PSL z podatku liniowego nici? Ustawa spada z prezydenckiego biurka i wraca do sejmu, gdzie trafia do kosza, bo zarówno PiS jak i LiD głośno wołają “nie!” w obronie 3 tysięcy.

I wreszcie 18/32 PiSu, de facto liniowe, bo niższa stawka objęłaby bodajże ponad 90% (97?) obywateli. Nie wykluczone zresztą, że tak będzie za rok.