W całym kraju świętowano dziś, mniej lub bardziej uroczyście, Święto Niepodległości. Przy tej okazji ujawnia się po raz wtóry indolencja intelektualna naszych rodaków. I nie zamierzam ani słowem wspomnieć tu o politykach.

Śmiejemy się z głupich Amerykanów, często nie wiedząc, jakie “rodzynki” trafiają się u nas…

Poznań 11 listopada obchodzi dość specyficznie. Oprócz wspomnianego święta, na ten dzień przypadają również imieniny Marcina, a jedną z głównych ulic miasta – ul. Św. Marcin – wypełniają tłumy rozradowanych mieszkańców liczących na darmowe baloniki. Towarzyszą temu koncerty, przemówienia, parady, sztuczne ognie i inne bzdury przyciągające ludzi nie mających lepszych zajęć, albo mających małe dzieci. A z “rogali marcińskich” jesteśmy znani w całym kraju. I ręce opadają, kiedy słyszę, że nadziewane białym makiem przysmaki to jedyne, co kojarzy się niektórym poznaniakom z datą 11 listopada.

Jednak nie myślcie sobie, że jak głupi to z Poznania. Otóż niekoniecznie. Wielu pytanych Polaków nie ma zielonego pojęcia, kiedy żeśmy tą niepodległość odzyskali. Jedni robią zdziwioną minę i korzystają z okazji do wzbogacenia się, inni zaprzęgają do pracy swoje szare komórki – wszystkie trzy – i nieśmiało mruczą pod nosem “w dwu…dziestym” czy “czterdziesty piąty, oczywiście”, durnie się przy tym śmiejąc.

Smutnym jest, iż nie tylko uznający Dodę za autorytet są tacy odmóżdżeni. Kluczowe w historii Polski daty znać należy, a “bo ja się historią nie interesuję” nie jest żadnym tłumaczeniem. Pomijając już, że wałkuje się te rzeczy od przedszkola po ostatnią klasę szkoły średniej.

Żenada! Ale to samo będzie w maju…