Bynajmniej nie jest to notka odnosząca się do mniej lub bardziej popularnego systemu. Od paru dni w domu panuje istny chaos, spowodowany wymianą okien. Wszyscy na to czekali, ale teraz każdy ma serdecznie dość. Wieczór przed rozpoczęciem całej zabawy spędzony był na przestawianiu mebli, układaniu gratów i serii innych zabiegów umożliwiających “swobodny dostęp do okna”. O czwartej nad ranem postanowiłem skończyć już te porządki i wyłączyłem komputer.

Całe mieszkanie w pyle, kurzu i innych drobinach, tu i ówdzie resztki gruzu, jak po ostrzale. Komputer przykryty folią, ale ruszać nie warto, bo zaraz i tak trzeba będzie chować. Panowie od okien specjalnie się nie przejmują, że tu coś kapnie, tu zabrudzi. “Sie wytrze, psze pana.” Na szczęście pogoda ładna, wifi sięga daleko, a w ogrodzie – szczęśliwym zbiegiem okoliczności – okien nikt nie montuje. I nie usłyszę dziś, że powinienem więcej czasu spędzać na dworze…

Korzystając z tego, że w pokoju mam bajzel na kilka godzin sprzątania, postanowiłem zająć się jego drobną “modernizacją” – bo jeśli teraz zrobię porządek, to remont znów przesunie się o kolejne lata. Lada dzień nabędę farbę (kolor jeszcze nie ustalony), później trzeba jeszcze rozejrzeć się za jakimś ciekawym oświetleniem oraz wywalić tonę pierdołów, które nagromadziły się przez lata. Pozostaje tylko czekać, aż panowie majstrowie skończą… “To se jeszcze poczeka”.